Kisiu. Cieszę się, że interesuje Ciebie moje zdanie. Bez urazy ale odnoszę takie wrażenie, że jesteś człowiekiem bardzo zdecydowanym i obstającym przy swoich racjach, może nawet uparciuch :) Ale i tak bardzo Ciebie lubię. Nie mniej stan silnika jakby się pogarszał? Pewności nie masz. Wg mnie na tym pogarszającym się silniku i dobrym oleju pojeździsz troszkę. Mixola i luxa aż żal wlewać do silnika. One nie smarują prawie w ogóle silników. Filpie wiem doskonale, że kiedyś jeździło się na tych olejach bo nie było wyjścia. Jednak doskonale pamiętam ile nagaru to świństwo zostawiało i jak niszczyło podzespoły. Od tamtego czasu myślę, że żywność mamy gorszą, ale w innych dziedzinach technologii postęp jest znaczący. W olejach postęp jest także więc czemu mam się zatrzymać 3 dekady wstecz. Wg. mnie powinno się zabronić produkcji mixola i luxa ustawą sejmową. Teraz coś z prywatnego podwórka. Dziś przed południem odebrałem Virago. Równy dźwięk pracy a także moc nowego pieca przeraziła mnie. To nie ten sam motor. Niestety to nie koniec wydatków. Zdecydowałem na wymianę prawie całego zawieszenia. Irytowało mnie głębokie nurkowanie przodu przy hamowaniu. Teraz wiecie czemu miałem pornik na bagażniku. Zamówione są nowe sprężyny progresywne, rury i komplet uszczelniaczy. Kolejne kółko z haczykiem poleci. Chciałem jeszcze w dziedzinie tuningu wizualnego zmienić obszycie siedzeń. Mimo że to tylko raptem 2 stówki ale chyba już nie dam rady. Trzeba zacząć zbierać kasę na wachę i wspólne wyjazdy.
Można było kupić inne oleje - za dewizy. Z tego co pamiętam na Złotej był taki sklep. W pewnym momencie nawet Vespy tam były.
Oleju Lux chyba już nie uświadczymy, a mixolu do współczesnego silnika na pewno bym nie wlał. Nawet chińskie silniki mają wyższe wymagania, niż to co oferuje ten olej.
Wiosną będę musiał się spiąć i zrobić prawo jazdy kat. A. Widzę, że coraz więcej poważnych sprzętów się pojawia i pewnie będą dalsze wycieczki. Mam nadzieję, że będzie tyle pracy by móc sprawić sobie większe dwa kółka, a jednocześnie by zostało jeszcze trochę czasu na jazdę.
No to teraz będziesz jexdził milion na godzinę i miał milisekundę do setki:-)
Jeśli chodzi o moje zdecydowanie to nie aż tak tam do końca zazbytnio bardzo, Wojtku. Właściwie to mogę powiedzieć żeczęsto zmieniam zdanie i łatwo się denerwuję. Ale uparty jestem i swój charakter mam.
Jeśli chodzi o orlenowski Semisynthetic to wpadłem w taką jakby depresję olejową. Nie wiem sam co tu wymyślić. W sumie jeśli będę wydawał na olej 40, a nie 20 zł miesięcznie to nie odczuję tego aż tak tam. Właśnie się zastanawiam. Nie chcę kupować na szybko. Kit cylindrowy w sumie prosi się o zmianę, bo na ciepło słabnie coraz bardziej. Niby jeździ ale to jakoś nie to. Nie chcę już grzebać i doszukiwać się ale wiecie jak to jest jeździć na cylindrze, tłoku i uszczelkach z innej bajki. Ech,mówię...
W zasadzie nie jest to zbyt często praktykowane. Może spróbuj wymienić same pierścienie na nominalne. Wydatek dużo niższy, a na jakiś czas powinno wystarczyć. Znów muszę wrócić o ponad dwie dekady. Pamiętam, jak niektórzy tak przedłużali żywotność swoich rometów. Byłem też świadkiem, jak facet do mocno wiekowej toyoty cariny 2.0d, wbrew zaleceniom mechaników, wymienił same pierścienie. Wszyscy byli mocno zszokowani - samochód zmienił się nie do poznania.
Hmm, Filippo... To jest tak, że cylinder jest od kompletu almotowskiego i ma rysę na gładzi od zapinki sworznia tłoka (bo wyskoczyła). Tłok jest z zestawu jakiegoś TunEx-a i był zatarty na dole (w czesci z oknem). Uszczelka pod głowicę jest też z tego zestawu ale nie miała występu tylko od nowości była płaska. Pierscieni na tym badziwenym tłoku nie wymienię, bo nie dostanę takich... No chyba, że spiłuję te zippowskie, które leżą w skrzynce na narzędzia. Dlatego właśnie chodzi mi po głowie nowy komplet.
Same pierscienie mógłbym zmienić mając sprawny cylindr i tłok Meteora - do niego zippowskie pasują i już tak robiłem.
Kisiu tonie cud ale "cót", że przy takich obrażeniach twoja Inca daje radę jak kochany i wspaniały Boguś Smoleń we sławetnym skeczu. Widziałem w necie co potrafią zrobić ludzie z pięćdziesiątek. Jakie przyspieszenia i jakie prędkości z nich wydusić. Ja jak wiecie ujeżdżam te dwie Jawki i mam wiele z tego powodu radości. Mimo, że nie mają one hamulców, kierunkowskazów, światła stop, rozrusznika i wielu innych rzeczy. To są motorki, które śniły mi się po nocy kiedy byłem dzieckiem. Innym marzeniem była ETZ 250. Takową posiadałem więc marzenie było zrealizowane. Wracając do moich pięćdziesiątek są to moje zabawki. Staram się utrzymać je w miarę oryginalnych kształtach. Bez zwiększania pojemności i przy wykorzystaniu maksymalnej ilości części made in czechoslovakia. Nie są to demony prędkości, ale na moje potrzeby w zupełności starczą. Przyglądam się wiele razy częściom stosowanym w pięćdziesiątkach. Począwszy od cylindrów po przekładnie. Wszystko jest delikatne i filigranowe. To jest dość ciekawe, że cytując Michała silnik o pojemności kieliszka napędza Ince, która sama z siebie jest dość obszerna, wiezie Kisia, który do ułomków nie należy i dodatkowo listy i przesyłki ważące połowę Kisia. Tak mi się widzi, że temu silnikowi jest dość ciężko i siłą rzeczy zużywa się w "oczach" Może jakby pod pancerzem siedziało jakieś 125 lub 150 cm. Praca byłaby dużo przyjemniejsza i mam nadzieję, że silnik nie byłby tak wysilony. Dla tego namawiam pasjonatów na to, aby spięli się i zrobili prawko.
A ja namawiam Moją Księgową na p.j. - żebym mógł zrobić.
Nieźle Wojtq to wyraziłes. Aże się uśmiechłem, normalnie... No naprawdę.
Nie, gdyby silnik był sprawny i z dobrym kitem na w miarę dobrym oleju to nie byłoby problemu przejeździć wiele tysięcy kilometrów nawet w takim cyklu jak teraz. Kit nie najtańszy tylko almotowski za 130 albo Power Force za 210 plus wariator nie najtańszy tylko Power Force za 78 zł lub Top racing za 130 i olej Platinum lub jakiś Elf czy cuś innego za 27 - 30 zł za literek i robimy przebiegi pięciocyfrowe. Myślę, że gdybym nie dolewał oleju do paliwa i używał syntetyku lub dobrego półsyntetyku od początku do teraz to nie musiałbym zaglądać nawet do silnika, a jedynie zmienić raz pasek i ze dwa rolki. A że byłem głupi (przyznaję się bez bicia) to teraz powstał temat o remoncie Inki i inne...
Kisiu1981 napisał:
Hmm, Filippo... To jest tak, że cylinder jest od kompletu almotowskiego i ma rysę na gładzi od zapinki sworznia tłoka (bo wyskoczyła). Tłok jest z zestawu jakiegoś TunEx-a i był zatarty na dole (w czesci z oknem). Uszczelka pod głowicę jest też z tego zestawu ale nie miała występu tylko od nowości była płaska. Pierscieni na tym badziwenym tłoku nie wymienię, bo nie dostanę takich... No chyba, że spiłuję te zippowskie, które leżą w skrzynce na narzędzia. Dlatego właśnie chodzi mi po głowie nowy komplet.
Same pierscienie mógłbym zmienić mając sprawny cylindr i tłok Meteora - do niego zippowskie pasują i już tak robiłem.
Pozwolę sobie dorzucić coś do tematu "KISIU i jego INKA"
Od początku tego sezonu grzebiesz w tym silniku , zmieniasz cylindry, tłoki , pierścienie itp. może po wielu próbach przyszedł czas na kupienie jakiegoś w miarę dobrego, trwałego kompletu gdzieś tak w granicach 300-400 pln. Bo z tego co obserwuję i czytam to wszelakie próby sklecenia z różnych części , różnych firm (często jakiś dziwnych firm) jest na krótką metę.
Oczywiście moja propozycja staje się nieaktualna jeśli ty po prostu lubisz sobie raz w miesiącu wyjąć cylinder i coś tam sobie pogrzebać :-)
Padalec, nic dodać nic ująć tsk samo jak w każdym temacie motoryzacyjnym to się sprawdza, czy to będzie rower , skuter czy samochód ... :)
Chyba macie rację, Padalcze nasz drogi i Artku Już Nie Torosie nasz drogi. Ja lubię grzebać ale już powoli zaczyna mnie to męczyc. Chciałbym po prostu wsiaść i jechać do pracy, a nie zastanawiać się kto i kiedy będzie miał czas posiedzieć z dzieckiem kiedy ja będę musiał naprawiać skuter. Ten komplet almotowski byłby dobry i nawet niedrogi ale z mojej głupoty wyskoczyła ta zapinka i zamiast pojeździć 15000 km i więcej to skończyło się na 1150. Nauczka - nie przyginać za mocno zabezpieczenia sworznia tłoka... Robić na spokojnie, a nie wszystko na szybko żeby tylko było. Ech...
Szukam niedrogich (mogą być używane) tylnych gmoli do Yamaha Virago 535 , jakby co pisać na : [email protected]
ewentualnie gg: 4939055
Kończąc temat "bzyczka"
Wiesz co KISIU po głębszym przemyśleniu twojej sytuacji - nie ma sensu pakować się w koszty i cholerny stres.
No bo pomyśl inwestujesz w okresie zimowym jakieś 400-500 pln. Wymieniasz tzw. kit cylindrowy i wariator (bo pisałeś że te części sprawiają problem) i co - wsiadasz rano, jedziesz do pracy , rozwozisz listy , wracasz do domu i nic - wszystko działa ! I tak przez tydzień , dwa tygodnie , miesiąc - rozczarowanie i niedowierzanie. Wreszcie po dwóch , trzech miesiącach kiedy atmosfera staje się nie do wytrzymania - pęka coś w tobie - zbiegasz do "bzyczka" rozkręcasz go , wyjmujesz w.w. części i szok wszystko jest o.k.! - to może rozwalić nawet najtwardszą psychikę , czujesz się niepotrzebny i porzucony.
Możesz co prawda zająć się innymi częściami np. zardzewiałym i sypiącym się tłumikiem , przednimi amortyzatorami ale to nie to samo co silnik !!!
Dlatego myślę że lepiej będzie kupować tzw. chińskie badziewie , sprowadzane do Polski w kontenerach na kilogramy i pakowane w kraju w pudełka z napisem "Sport" lub "Racing" za 50 - 100 pln. I wyjdzie taniej i równowaga psychiczna będzie zachowana. :-)
Maru nie wiem, czy przypadkiem nie będzie problemu z tylnymi sakawami po założeniu gmoli. Możesz podjechać do tego gościa co robi gmole w Starych Babicach i przymierzyć je nim zakupisz. Od twojej pracy to rzut beretem.
Padalcze - ja chciałem ci powiedzieć, że właśnie i cały czas utrzymuję swoje zdanie o niewsadzaniu kitów na 400 zł. Ile ci wytrzymał Naraku? Tyle co chińszczyzna. Jestem za lepszymi ale nie za tymi z najwyższej półki. Wariator Power Force za 78 zł lub Top Racing za 130 zł - tak, jak najbardziej ale droższych już nie. Nie wydaje mi się to potrzebne ani ekonomicznie uzasadnione. Kupowanie najtańszych (nie sprawdzonych) też mija się z celem. Kit Almota za 130 zł lub Power Force za 210 zł - tak - ale TunEx-y za 98,40 lub drogie wynalazki powyżej 300 zł - już nie. Rolki Vicmy (23 zł)- tak ale Malossi (40zł) - nie opłaca się, bo dużo dłużej nie wytrzymają. W sumie te samą zasadę powinienen zastosować też dla oleju.
Zresztą, jeśli mamy coś do powiedzenia w tym temacie to w tym o remoncie piszmy żeby tu nie zajmować miejsca.
Kisiu z tego co Padalec mówił, to gościu, który robił przekładkę coś zakombinował z tłokiem. Mam nadzieję, że ten cylinder da się uratować robiąc szlif. Rozmawiałem w sklepie na Ząbkowskiej i nie ma problemu. Tyle że wcześniej trzeba będzie obejrzeć, pomierzyć, dokupić tłok i pod niego zrobić szlif. Koszt ok. 50 zł.
Ja jestem wyznawcą filozofii życiowej 2 x Z
czyli zrobić i zapomnieć
Padalec miał założony tłok mniejszy jak średnica cylindra - przykład: cylinder miał 45 mm tłok 44 mm. Taki układ nie będzie wieczny i wytrzyma dużo dużo mniej niż prawidłowo spasowany. Dla tego co 100 km musiał oleju dolewać, bo olej przedostawał się przez pierścienie do komory spalania.
Kuźwa jak on mógł tak zrobić i oddać człowiekowi sprzęt. Partactwo na całej linii !!madi napisał:
Padalec miał założony tłok mniejszy jak średnica cylindra - przykład: cylinder miał 45 mm tłok 44 mm. Taki układ nie będzie wieczny i wytrzyma dużo dużo mniej niż prawidłowo spasowany. Dla tego co 100 km musiał oleju dolewać, bo olej przedostawał się przez pierścienie do komory spalania.
Mogę się mylić, ale tłok musi być mniejszy niż średnica cylindra. Dochodzą przecież jeszcze pierścienie. Chyba, że założył tłok mniejszy niż powinien.
oj .... ojojoj dużo takich mechaników funkcjonuje ...... ostanio zetknąłem się z przypakdiem typu "ufo" :) ale nie bede tu smiecił w temacie wycieczek. Ciekaw jestem jak pogoda dopiszę i może jeszcze w tym sezonie gdzies posmigamy ? pewnie w ten weekend będzie "akcja znicz" więc nikt z Was nie bedzie mial czasu na jazdy ?