Amadeusz, bądź jak Adam Małysz. :D
Kończąc jedno, zaczynaj coś innego.
Można być wielkim, nawet nie będąc zbyt dużym.
Zdrówka dla Ciebie i troskliwej opieki medycznej w tym całym chorym systemie (tzn. samych tam doświadczonych dwudziestek piątek dla Ciebie). :D
Marcin, widzę, że jesteś jednak twardy, to zaraz tam to rozebrać na miejscu, to jakoś to złożyć, się przy tym wszystkim nie załamać, nie trzasnąć tego sprzęta z buta i nie zostawić tego gdzieś w jakimś okolicznym rowie, ale tak przygarnąć, potem przetoczyć, popracować, pokombinować, wysnuć z tego sensowne wnioski, że tak dla siebie, ale też podzielić się przy okazji swoimi przemyśleniami z innymi osobami tutaj.
Szacunek dla Ciebie, a i ta drugopołówkowa też powinna Cię doceniać za Twoją wytrwałość, tych takich niby dni codziennych. :-)
Spokojnie, korbowodem to raczej nie dostaniesz w samo czoło, ale znajomy dostał strzała (niestety jednak śmiertelnego) z modyfikowanego samodzielnie układu rozrządu BM-ki 2.0i. :(
Fabryki nie należy jednak poprawiać na tzw. oszołoma, to często kosztuje jednak zbyt wiele. Szkoda też jego rodziny, wychowywać przez tyle lat i potem stracić tak głupio tę opiekę na starość przez tę jego żądzę szybkości. Jednak są i takie jednostki niereformowalne, aż po swój grób. :(
Mój przypadek jest nieco inny. Ja przepchałem sobie sam, takiego leciwego Forda Sierrę (1120 kg) około 3 kilometrów (po awarii elektrycznej pompy paliwa i to będąc dosyć daleko od miejsca swojego zamieszkania) w 30-to stopniowym upale (odparzenia na ramieniu od bardzo rozgrzanej blachy słupka przedniego schodziły mi potem 1,5 miesiąca przy zastosowaniu kompresów wg. receptury naszych babć). Nagrzana blacha to nie jest jednak tutaj jakiś żart. :(
Ciekawe to było jednak doświadczenie i też przy okazji sprawdzające siłę woli, wolę przetrwania i radzenia sobie z przeciwnościami losu. :D
Głowy do góry, nigdy nie wolno się poddawać.
Bo życie to nie bajka, nie drapie Cię po jajkach (akurat to jest cytat z filmu, spokojnie). Wiary w siebie życzę wszystkim. :D